Kable sygnałowe

Citrone Red (R)
Citrone Essentional  (E)
Citrone Ultra (U)
Citrone Venture (V)

Citrone Red (R)
Po podłączeniu Citrone Red (R) poznasz naturę swojego sprzętu i wszystkie jego zalety, będziesz miał satysfakcje która, nie skończy się po dwóch tygodniach. Dźwięk na nim jest naturalny i bardzo szybki w zakresie całego pasma. Ma świetną relacje ceny do jakości.

Citrone Essential (E)
Kabel świetny zarówno do muzyki symfonicznej, jak i wokalnej.
Brzmienie pełne, bardzo szczegółowe, muzykalne. Zwiększa poczucie uczestnictwa w muzyce, potrafi dać słuchaczowi wiele przyjemności. Muzyka zacznie grać dla nas a nie obok nas. Kabel przeznaczony do sprzętów Hi-End, bardzo korzystnie wpłynie na dźwięk sprzętów Hi-Fi.

Citrone Ultra (U)
Kabel referencyjny, oddający magię muzyki przy zachowaniu pełnej transparentności. Brzmienie całkowicie naturalne, dźwięk absolutny. Konstrukcyjnie zbliżony jest do wersji (E), posiada wszystkie jej zalety, poza obniżeniem balansu tonalnego. Kabel przeznaczony dla bardzo wymagających systemów Hi-End.

Citrone Venture (V)
Kabel dla poszukiwaczy wyrafinowanego dźwięku. Jest to najwyższa półka interconectów. Przeznaczony jest do najwyższej klasy sprzętu HI-END

Red / Essentional / Ultra / Venture

Cennik

m Red
(R) RCA
Red
(R) XLR
Essentional
(E) RCA
Essentional
(E) XLR
Ultra
(U) RCA
Ultra
(U) XLR
Venture
(V) RCA
Venture
(V) XLR
0,7 900 1000 1400 2400 1600 3200 1200 2400
1,0 900 1000 1400 2400 1600 3200 1200 2400
1.3 940 1040 1500 3000 2000 4000 1350 2700
1,5 960 1060 1700 3400 2250 4500 1500 3000
1,8 980 1080 1900 3800 2500 5000 1650 3300
2,0 1000 1100 2000 4000 3000 6000 1800 3600

Opinie po pierwszych testach kabla Citrone Essential (E)

Jestem po odsłuchach Cytrynek. Chciałem coś skrobnąć, zabawić się w recenzenta, ocenić sposób prezentacji, ale nie da rady. Po wpięciu tych kabli człowiek odpływa z muzyką, zostaje wciągnięty przez wir muzycznego seansu, z zaciekawieniem słucha tego, co leci, niecierpliwi się na to, co za chwilę się na scenie wydarzy. Te kable zapraszają nas na spektakl muzyczny, a my, otumanieni ich urokiem, idziemy jak w dym i jeszcze mówimy: mało, mało, proszę o więcej. I dostajemy to. Z Cytrynkami GRA MUZYKA, a jak gra muzyka, to jest pewnie w niej bas czy tzw. średnica, pewnie są i wysokie tony. Nie pamiętam. Nie wiem. Wiem jedno, niczego nie brakowało …. Bo jak może czegoś brakować, kiedy pięknie GRA MUZYKA!!!!! Jeśli trochę odpłynąłem, to przepraszam, ale to przez te kable w cytrynowym kolorze. Każdy powinien ich posłuchać, polecam, nawet w ramach terapii. Te interkonekty, to taki substytut leżanki u psychoanalityka. Masz klocki w systemie za 100 kilo złotych, to nic, posłuchaj Cytrynek za procent tego. Otwierają oczy, że nie to jest najważniejsze, czy „żyletki” latające w studiu nagraniowym pokazane są zbyt ostro, a może są już tępe? Szacunek dla Twórcy kabli, bo to nie jest kolejny skręcony drut na rynku, bo to są CITRONE!
Interkonekty w wersji RCA słuchałem w moim systemie (pomiędzy DAC a pasywką). Wrażenia były jak najbardziej pozytywne, pierwsze wrażenie było takie, że jest jest równo, bez szczególnego faworyzowania danego podzakresu. Nie ma odchudzenia na niższej średnicy, na czym mi szczególnie zależało. Bardzo dobre wrażenia przestrzenne we wszystkich aspektach. Natomiast odnotowałem coś, co trudno nazwać – wrażenie przykrycia dźwięku czymś w rodzaju delikatnego aksamitu. Chodzi o sposób prezentacji detali, które nie grają pierwszoplanowej roli, są jakby podporządkowane. Kabel wyrywa się ze schematu „mulenia” – nie odnotowałem spowolnienia czy też nadmiernego wyeksponowania basu. Bas szybki, kontrolowany, z dobrym zróżnicowaniem barw, natomiast są kable schodzące subiektywnie niżej. Co do góry pasma, to po dłuższych odsłuchach okazało się, że mamy tutaj jednak subtelne wycofanie, natomiast szczególnie podobała mi się długość wybrzmień blach perkusyjnych. Kabelek gra bardzo przyjemnie, muzykalnie, barwnie, bez spowolnienia, ale pozostawia wrażenie aksamitności, pluszowatości. Brakowało mi czasami nieco tzw. „pazura”.
Absolutną prawdą jest to, że wczoraj w godzinach wieczornych podpiąłem wygrzaną już Cytrynkę RCA do przetwornika d/a i preampu. Niech pogra w systemie dłużej…..
Już na pierwszy ‚rzut uchem’ rozbroiła mnie TOTALNA KLAROWNOŚĆ przekazu dźwięku Cytruska, o której jakoś nikt wcześniej nie wspomniał (chyba). Tonalnie ciężar jest lekko przesunięty w dół, ale bez uszczuplenia pozostałych zakresów pasma i nie ma tak zwanej dziury w niskich i średnich zakresach dźwięku. Jak na razie brakuje mi odrobiny blasku w wysokich tonach, które JEDNAK SĄ. Wydaje mi się że to będzie/jest doskonały interkonekt dla miłośników klasyki, o czym wspominał kolega @abinth3 – smyki i małe składy są bardzo ładnie zaprezentowane. Co ważne – pojawia się ładna przestrzeń i delikatny powiew wibracji muzyki w powietrzu – to DOBRY ZNAK. Jestem naprawdę mile i pozytywnie ZASKOCZONY jakością granej muzyki.Tak naprawdę do szczęścia brakuje mi tylko lepszego rozciągnięcia wyższych rejestrów, co na pewno przyjdzie z czasem. Warto byłoby na przyszłość zastanowić się nad lepszymi wtykami interkonektu, ale to drobiazg, który w każdej chwili może być ulepszony przez konstruktora. Panowie, brawa, jest ciekawie.
PS. Mam wrażenie, że VDH First nie miałby szans w bezpośrednim starciu z Cytrynką – VDH jest zdecydowanie bardziej matowy w przekazie muzyki. Bazuje jednak
na pamięci, a pamięć, wiadomo, jest ulotna.
Aby lepiej zapoznać się z dźwiękiem fortepianu na Cytrynce, włączyłem solową płytę Omara Sosa – “Calma” . Pianista gra na fortepianie Yamaha a 3 utwór “Walking Together” z elementami efektów, pozwolił na bliższe zapoznanie się z brzmieniem klawiatury. Bardzo ciekawy i relaksujący kawałek, wiec polecam go sprawdzić posiadaczom Cytrynki.
Kabel RCA przetestowany. Zasiadłem dzisiaj wygodnie na kanapie, wybrałem wcześniej przygotowaną listę utworów i… do dzieła!
Na początek kilka uwag użytkowych: kabel jest bardzo elastyczny jak na wyrób DIY, ma średnią sztywność, nie ma kłopotu z ułożeniem- nawet w tak karkołomnym połączeniu, jak jest to u mnie.
Kable są terminowane wtykami Canare. I tu jedna uwaga do Tomka: przydało by się wtyki oznaczyć kolorami albo wybrać inne. Oznaczenia “prawy-lewy” są naniesione na koszulce wraz z logiem producenta- przy tradycyjnej szafce nie ma to wielkiego znaczenia, ale w sytuacji, gdy jednoznacznie nie można zidentyfikować, pojawia się kłopot.
Do kabla Tomek dodaje kartę produktu z informacjami, to się chwali. Jest też dodany krótki odcinek kabla- można sobie zobaczyć, jak jest skonstruowany. Kiedyś jakiś polski producent też tak robił, wzbudza to zaufanie, nie ukrywa, jakich to kosmicznych technologii nie zastosował.
Jedna malutka uwaga Tomku: zmieniłbym kolor karty, bo ta ciemna zieleń w mojej opinii jest zbyt smutna i mało czytelna, ale nie ma to wpływu na walory użytkowe kabla.
W trakcie testu, kabel został wpięty w miejsce VDH First Ultimate Mk II, pomiędzy DACem a preampem. Moje spostrzeżenia odnoszę więc do kabla węglowego i do grania mojego systemu oczywiście. System został zdemagnetyzowany sygnałem z płyty Densena.
Do testu wybrałem 14 utworów (listę podam na końcu). Od pierwszych chwil odsłuchu zachowany jest charakter grania z VDH, ale są pewne różnice, które spróbuję tu wypunktować.
Pierwsze co rzuca się w uszy to góra, która jest bardzo dźwięczna, lepiej doświetlona niż z VDH- nie wybija się przed szereg, ale daje lepszy wgląd w nagranie. Wszystkie talerze i przeszkadzajki są bardziej obecne i skrzą się blaskiem. Nie odbywa się to kosztem wyeksponowania tego zakresu, ale lepszą definicją, obecnością i blaskiem- słychać to w dłuższych wybrzmieniach i tym całym planktonie, decydującym o większym wglądzie w nagranie. Uważam, że góra jest w systemie bardzo dobra, lepsza niż z VDH, tu Citrone ma przewagę.
Ze średnicą jest bardzo podobnie jak z VDH: jest nasycona, obecna, ze świetną definicją. Doskonale to słychać na płycie Diany Krall, gdzie wokal został nagrany bardzo bezpośrednio, niemal czujemy oddech wokalistki na policzku, świetnie zostały oddane szczegóły artykulacji, wszystko jest podane gładko, bez podkreślenia głosek syczących.
Podobnie z płytą Patrici Barber. Zakres jest ładnie zdefiniowany, z dużą rozdzielczością, wszystko słychać, dźwięki się nie sklejają, mają swoje miejsce w przestrzeni.
Jedyna moja uwaga w stosunku do VDH to odrobinę mniejsze nasycenie tego zakresu, ale minimalnie, po prostu dźwięki są rysowane delikatnie cieńszą kreską. Jak dla mnie to w tym zakresie VDH ma delikatną przewagę.
Bas też z podobnym sznytem jak VDH, ma masę i rozdzielczość, nic się nie ciągnie, barwowo bardzo dobrze. Świetnie można śledzić grę na kontrabasie, pięknie słychać pociągnięcia strun i odpowiedz pudła, doskonale też słychać jak struna uderza o gryf. Bas tworzy fajną podstawę dynamiczną, uzupełnia resztę zakresów, nie dominuje, ale uzupełnia całe pasmo tworząc wrażenie spójności i równowagi tonalnej, dając fajny PRAT. Teraz łyżka dziegciu: w porównaniu do VDH, Citrone jest delikatnie chudszy w tym zakresie, brakuje delikatnie zejścia i wypełnienia. Nie jest to duża różnica, ale słyszalna od razu, tu też w mojej opinii VDH ma delikatną przewagę.
Jak z przestrzenią? Jest bardzo dobrze: scena ładnie budowana na szerokość i głębokość.
Pięknie to słychać na płycie Harego Belafonte’a, kiedy wokalista przemieszcza się po scenie, można z dużą dokładnością śledzić jego wędrówki oraz to, co się dzieje na scenie. Tu oba kable w mojej opinii są świetne.
Całościowo jest to bardzo fajny kabel, daje dużą przyjemność ze słuchania muzyki. Według mnie kompletny i równy, brakuje mi w nim odrobiny zejścia na basie i troszeczkę wypełnienia na średnicy, ale góra za to bajka, oczywiście w moim systemie i w mojej opinii. Proszę też moje spostrzeżenia odnosić do systemu, w którym kabel został wykorzystany. Moja opinia nie jest w kategoriach bezwzględnych, bo ja nie mam doświadczeń z kablami z wysokiej półki cenowej, odnoszę się tylko do systemu okablowanego węglem od VDH.
Generalnie jest to bardzo ciekawy kabel, ma sporo charakteru VDH, ale z lepszą górą i bardzo podobna manierą w pozostałych zakresach.
Lista utworów na których odbył się test:
1. Anna Maria Jopek & Gonzalo Rubacalba – Minione „Miasteczko Bełz”
2. Arne Domerius – Jazz at the Pawnshop „Lady Be Good”
3. Diana Krall – Turn up the Quiet „Like someone in Love
4. Dżem – Akustycznie “List do M”
5. Eva Cassidy – Live at Blues Alley “Take to the river”
6. Hadouk Trio – Now “Alma Celesta”
7. Harry Belafonte – Live in concert at Carnegie Hall “Matilda”
8. Kari Bremnes – Manestin “Du har sett dem”
9. Krzysztof Komeda – Astigmatic “Kattorna”
10. Musica Nuda – 55/21 “Si viaggiare”
11. Youn Sun Nah – Same Girl “My name is Carnival”
12. Talk Talk – The colour of spring “Living in another world”
13. Patricia Barber – Smash “Code cool”
14. Gregory Poter – Liquid spirit “Liquid spirit”
Wszystkie utwory to format FLAC 44.1/16bit.
Pozdrawiam,
Jarek
Aha… jeszcze w kwestii „jak one grają”- te interkonekty Citrone. Jak dla mnie – bardzo przyjemnie. Otóż tak: bardzo czyste, naturalne, organiczne wyższe rejestry. Cały zakres zresztą. Pozornie może się wydawać, że czegoś tam „na górze” jest mniej. Ale to jest złudzenie. Mózg nie jest chyba przyzwyczajony do takiej „ciszy między dźwiękami”. Następuje chyba jakaś fizjologiczna separacja pomiędzy poszczególnymi dźwiękami. Separacja rozumiana dwojako: zarówno jako czasowo-sekwencyjna, „chronologiczna”, jak i separacja pomiędzy indywidualnymi dźwiękami, w sensie rozkładu lokalizacyjno-geograficznego na scenie. Scenie, która jest rysowana ostrym ołówkiem, a nie tępym. Zapytacie: “Czyli … zbyt konturowe”? Otóż nie. Dokładnie tak narysowana, jak być powinna. Realna – przynajmniej jak dla mnie. No a co z “wypełnieniem” tych “konturów”? Ano, też jest. Ale to nie jest wciąż nowa i dziewicza, bo niepomalowana, kolorowanka dla dzieci, w której są czarne kreski (kontury) oraz białe przestrzenie, które trzeba pomalować kredkami. Zaiste, jest pomalowana. Pełną kredką. Co więcej, jest, jak dla mnie, zachowana rozsądna proporcja pomiędzy konturem/kreską a wypełnieniem/kolorem.
A zatem, Szanowny Audio-Daltonisto, jeśli mnie teraz czytasz, powstrzymaj się przez co najmniej dni kilka od ferowania pochopnych wyroków, w stylu że Ci „ciemno gra”, albo że „mniej energii”, czy że „obcięta góra”, tudzież przed podobnymi pochopnymi przemyśleniami.
Wsłuchaj się.
Naucz się rozumieć, to co słyszysz.
Zajmie to co najmniej dni kilka.
A jeśli Ci brakuje „góry” – to zadaj sobie proste pytania:
a) Czy obserwujesz jakąkolwiek utratę informacji w ramach tej rzekomo okrojonej góry? Proste pytanie – krótka piłka:
Mikroplankton: jest, czy go nie ma?
Szczegóły: są, czy ich nie ma?
Czy coś „zniknęło” w zakresie szczegółów, które drzewiej słyszałeś na „miedzi”?
b) Czy to, co słyszysz, jest podobne do naturalnego instrumentu, tak jak on “gra naprawdę”, gdy słuchasz go na żywo (…o ile w ogóle go kiedyś słuchałeś na żywo:) ).
Efekty, o których gaworzę powyżej, to oczywiście moje wysoce subiektywne doznania, jakie obserwuję na moim skromnym sprzęcie typu DIY, acz zasilanym za pomocą moich własnych kabli zasilających, czyli:
Ziggy Quantum Zeno,
Ziggy Inception X.5 oraz
Ziggy Picasso.
Nie mówiąc już o innych małych usprawnieniach.
Every little bit helps…
Pozdrawiam,
Ziggy.
www.hiend-audio.com
cz.1
Podłączyłem kabel około godziny 11 i tak sobie grał przez kilka godzin. W okolicach godziny 17 nie wytrzymałem i zacząłem przysłuchiwać się bardziej poważnie. Posłuchałem chwilę dość dokładnie i to, co usłyszałem, absolutnie mnie nie zadowoliło. Dźwięk był nadmiernie gęsty, posklejany, całkowicie bez rozdzielczości- w efekcie czego nawet szeleszczący w przełomie środka i góry, a bas w ogóle nie miał energii. Stwierdziłem, że mam w systemie jakąś kolizję i, po kilkusekundowej analizie, znalazłem winnego. Wypiąłem Ultimate i zastąpiłem go Illuminati. Brzmienie natychmiast ożyło. Zostawiłem tak system na dwie godziny. Od 19 do 22 przesłuchałem wybrane utwory z kilkunastu kluczowych z mojego punktu widzenia płyt. Illuminati okazało się orzeźwiającą wodą dla gęstego Citrone. Zminimalizowało niepożądane przeze mnie cechy, pozostawiając jednocześnie jego zalety. Poniżej najważniejsze uwagi jakie sobie notowałem z odsłuchu 5 płyt (w zamian za klasyczną opisówkę):
Dżem, „Złoty Paw”:
a) wokal Ryśka Riedla gęsty, głęboko schodzący i taki „oleisty” (przeciwieństwo suchego),
b) wokalista dużej postury, o niespecjalnie wyraźnie obrysowanym konturze,
c) gitara prowadząca lekko zmatowiona,
d) struny w gitarze akustycznej mają specyficzną barwę, atak jest złagodzony, a sama barwa metalowej struny idzie w kierunku jakiegoś włókna (nawet nie nylonu), nie potrafię tej barwy określić,
e) bardzo dobre oddanie faktury oraz wybrzmień pudła gitary, dużo i gęsto na dolnej średnicy,
f) zasadniczo w obu utworach przydałoby się więcej ognia,
g) scena mocno przybliżona w kierunku słuchacza, bardzo szeroka i raczej płytka,
h) całościowo dźwięk istotnie odbiegający od neutralności, mocno ocieplony, ciemny,
i) przy głośnym słuchaniu zwraca uwagę całkowity brak agresji, brzmienie nie męczy.
Iron Maiden, „Brave New World”:
a) złagodzony atak gitar,
b) bardzo szeroka scena z dużymi obrazami pozornymi,
c) krawędzie źródeł pozornych mało wyraźne,
d) duży wokal Dickinsona o niespecjalnej artykulacji, jakby uśredniony, brak pokazania sposobu śpiewania,
e) gęste i mało przejrzyste tło,
f) ciemny charakter,
g) tendencja do mocnego skracania perspektywy,
h) uśrednienie ataku,
i) całkowity brak agresji – możliwość głośnego łojenia bez uczucia zmęczenia,
j) Iron Maiden brzmi trochę jak filharmonicy,
k) ograniczenia i uproszczenia na samym dolnym skraju pasma,
l) koncepcja ściany dźwięku (miałem kiedyś taki preamp Lua, grał bardzo podobnie).
Renata Przemyk, „Koncert w Trójce”:
a) ciepło, gęsto, romantycznie,
b) bardzo dobrze przekazywane są emocje Renaty,
c) brzmienie systemu zmieniło się mniej więcej tak, jakby zastąpić pre Ref. 3 na BAT VK-51SE.
Santana, „Supernatural”:
a) „włókniste” brzmienie blach talerzy,
b) zasadnicza tendencja do osładzania brzmienia wszelkich instrumentów metalowych,
c) pomimo jasnego charakteru sieciówki Illuminati całość dalej brzmi przyjemnie ciemno,
d) creme de la creme,
e) całkowite przeciwieństwo setu z dwoma KS-1130,
f) analityczność na ostatnim miejscu jak chodzi o priorytety,
g) spokój, relaks, odpoczynek,
h) brak precyzji w zakresie sopranów.
Vaya Con Dios, „Time Flies”:
a) barwa średnicy podobna do tej, którą wnosiła w system sieciówka Harmonix X-DC 350 Studio Master,
b) zarówno saksofon, jak i trąbki mocno osłodzone,
c) zasadniczo dęte blaszaki są złagodzone,
d) bardzo ciepłe granie.
Kabel ewidentnie wybacza słabszym realizacjom. Nie obnaży partactwa realizatora, postara się je ukryć, zamaskować ciepłą kołderką. Wywiera bardzo mocne piętno na dźwięku, jego maniera dźwiękowa jest ewidentna. Znam sporo osób, które dadzą się pokroić za tego typu prezentację. Wymaga mocnego przyspieszenia i skonturowania w innych miejsca toru, zwłaszcza w zasilaniu.
cz.2
Dziś od rana trwały poważne odsłuchy. Dźwięk kabla nie zmienił się już istotnie od dnia wczorajszego, myślę że czas na wnioski. W pierwszej kolejności pozbierałem notatki z wszystkich odsłuchów, a na końcu kilka zdań podsumowania.
TSA w Trójce, Koncert Akustyczny:
a) znakomita faktura i barwa oklasków widowni, wolna od kliniczności, ostrości czy suchości,
b) fantastyczna barwa wiolonczeli (tak, tak, gra tam dziewczyna na tym instrumencie),
c) świetne oddanie dźwięku drewnianych pudeł, zarówno wiolonczeli, jak i gitar,
d) barwa całości bardzo ciepła, nasycona,
e) średnica o bardzo gęstej konsystencji, jak krem,
f) dźwięk trójkąta (o dziwo metalowego) bardzo zbliżony barwą do takiego na żywo,
g) ciekawy sposób prezentacji instrumentów, wyłaniają się z czarnego tła, jakby zlewając się z nim, nie mają wyznaczonego obrysu (konturu), nie są odcięte z tła, mają natomiast konkretnie zmaterializowaną i dużą wielkość, są prezentowane jako duża plama, nie bryła 3D,
h) scena szeroka, daleko wychodząca na boki, o mało wyraźnie zaznaczonej głębi,
i) pogłos strun gitary nie tak długi i wyrazisty jak z porównywanych kabli, nie ma odejścia, pociągnięcia wgłąb, jest jakby szybciej wygaszany,
j) bardzo dobra barwa wokalu Piekarczyka,
k) poczucie akustyki sali w pewien sposób stłumione, im dalej w głąb sceny, tym bardziej dźwięk jakby wchodził w coś w rodzaju gąbki albo kleistej zawiesiny.
Touch & Go:
a) trąbka zbyt aksamitna, jedwabista, powinna brzmieć bardziej przenikliwie, z większym blaskiem oraz atakiem,
b) na dole pasma czuć zmiękczenie ataku sekcji rytmicznej,
c) wyraźnie zaakcentowana własna interpretacja przekazu, mocne osłodzenie,
d) brzmienie ciemne, ale równe w całym paśmie,
e) odstępstwa od neutralności nie polegają na podkreśleniu któregoś z zakresów, ale na mocnym dociepleniu, tak jak czynią to niektóre wzmacniacze lampowe, budzi to skojarzenia z parzystymi harmonicznymi,
f) urzekająco oszukuje w przypadku skrzypiec, mają rzewną i liryczną barwę, bez cienia metalicznego nalotu.
Clapton, „Unplugged”:
a) skrócenie głębi sali, wrażenie że widzowie znajdują się tuż obok,
b) wysokie tony mają pewną farbkę, którą określam jako przeciwieństwo metalicznej,
c) lekko osłodzona naturalna suchość realizacji tej płyty,
d) ewidentnie ciepła barwa.
Leonard Cohen, „More Best Of”:
a) dźwięk barwny, ciepły, dosłodzony,
b) prezentacja na bliskim planie, która tego typu muzyce dobrze służy, pomaga w budowie kontaktu z artystą.
Jennifer Warnes, „The Hunter”:
a) dźwięk osadzony w bliskiej przestrzeni, szeroka scena,
b) bardzo ciepły i zmysłowy wokal Jennifer,
c) bardzo duża wielkość zarówno wokalu Jennifer, jak i towarzyszącego jej w utworze „Somewhere, Somebody” wokalisty (którego rysunek zazwyczaj jest mniejszy),
d) dźwięk bardzo gęsty w całej średnicy,
e) akordeon w utworze „Lights Of Lousianne” wyraźnie osłodzony, bardzo ciepło brzmiący,
f) kotły w utworze „Way Down Deep” rysowane grubą kreską, dość masywne oraz miękkie.
Adele, „21”:
a) nienajlepsze uwolnienie dźwięku z kolumn,
b) w wokalu Adele brakuje większej drapieżności,
c) niespecjalna selektywność, obrazy pozorne instrumentów nachodzą na siebie,
d) bardzo przyjemnie wypadł utwór „Lovesong”, prezentacja z gatunku klimatycznych, bliskich słuchaczowi – w tym typie repertuaru Citrone odnajduje się najlepiej.
Podsumowując poszczególne aspekty dźwięku:
Bas – miękki, mało konturowy, niezbyt szybki, o ograniczonym zejściu w najniższe rejestry, poza tym raczej równy.
Średnica – ciepła, plastyczna, gęsta, kremowa, bardzo fizjologiczna w sensie charakteru, ekspresji, prezentacji wokali, zdecydowanie najmocniejszy punkt kabla.
Wysokie tony – łagodne, jedwabiste, wolne od metaliczności, niespecjalnie rozdzielcze, mają ciekawą, aczkolwiek swoistą barwę (przeciwieństwo metaliczności).
Konstrukcja sceny – zdecydowanie bliska słuchaczowi, raczej jednoplanowa. Wydarzenia rozgrywają się na linii głośników, poczucie głębi ograniczone. Scena bardzo szeroka, instrumenty mają duże wymiary, przypominają plamy a nie bryły co w połączeniu z rozciągnięciem sceny na boki daje wrażenie ściany dźwięku.
Barwa – rozwinięcie tego co napisałem w przypadku średnicy – gęsta, kremowa, nasycona, ciepła a przede wszystkim ciemna. Sprawia wrażenie jakby dominowały w niej parzyste harmoniczne.
Dynamika – w skali makro przyzwoita, w skali mikro przeciętna. Brakuje większej ilości wibrujących mikrodetali.
Rozdzielczość i selektywność – nie są celem samym w sobie, należy je traktować jako cechy drugoplanowe uzupełniające dźwięk nastawiony głównie na przekazanie emocji.
Muzykalność – rozumiana przez pryzmat przekazu nastroju, emocji oraz plastyczności bardzo dobra. Rozumiana jako maksymalna ekspresja dynamiczna – średnia.
Całościowe wrażenie bardzo pozytywne, relacja ceny i dźwięku w przypadku kabla XLR bardzo dobra, a w przypadku kabla RCA wybitna. Na tle swojej klasy cenowej kabel ewidentnie wyróżniający się kulturą przekazu, pomyślany tak aby zapewnić maksymalną przyjemność z odsłuchu, całkowicie pozbawiony agresji. Sprawdzi się w systemach o szczupłej i agresywnej prezentacji, czyli w większości takich, w których z racji ceny przyjdzie mu grać. Jak chodzi o repertuar to kabel nie jest dedykowany zwolennikom mocnego łojenia. Przypadnie natomiast do gustu miłośnikom opery, jazzu, szeroko rozumianej wokalistyki oraz jeszcze szerzej postrzeganego audiofilskiego plumkania.Kabel ewidentnie wybacza słabszym realizacjom. Nie obnaża partactwa realizatora, postara się je ukryć, zamaskować ciepłą kołderką. Wywiera bardzo mocne piętno na dźwięku, jego maniera dźwiękowa jest ewidentna. Znam sporo osób, które dadzą się pokroić za tego typu prezentację. Wymaga mocnego przyspieszenia i skonturowania w innych miejsca toru, zwłaszcza w zasilaniu.U mnie w torze lampowym wymagał zdynamizowania brzmienia sieciówką Illuminati, która potrafiła wydusić z kabla Citrone wszystkie soki. Wielki plus dla Illuminati!. Przy okazji cenna informacja dla jej posiadaczy, jak duży jest potencjał tego kabla.